Gościliśmy ostatnio ekipę telewizyjną kręcącą część odcinka cyklicznego programu dotyczącego integracji i niepełnosprawności. W zderzeniu z “potrzebami telewizyjnymi” kilka rzeczy szczególnie zwróciło naszą uwagę, m.in. że  idea, dla której założyłam Akademię – by dać równy dostęp do nauki różnym uczniom w atmosferze poszanowania ich godności – jest z powodzeniem realizowana i że jest tak dzięki temu, że nie postrzega się tutaj niepełnosprawności “telewizyjnie”: nie ma dwóch światów – osób pełnosprawnych i  niepełnosprawnych; jesteśmy razem w jednej rzeczywistości, przez którą  wspólnie idziemy.

W moim odczuciu “telewizyjna” niepełnosprawność jest dyskryminująca, bo “ wyjmuje osoby niepełnosprawne poza ramki”, wyszczególnia i domaga się czegoś więcej niż dla pozostałych. Dlatego zaniepokoiłam się, kiedy usłyszałam, że dzieci będą pytane przed kamerą o “inność kolegi z grupy”, o to, czy i jak mu pomagają – bo w domyśle przecież jest niepełnosprawny, zasługuje na pomoc i szczególne względy

Tymczasem w Akademii osoby niepełnosprawne nie mają szczególnych praw, raczej te prawa rozciągamy na wszystkich członków naszej społeczności. Nie ma więc racji bytu udzielanie szczególnej pomocy osobie niepełnosprawnej, bo każda osoba na tę pomoc zasługuje i może na nią liczyć – tego uczymy dzieci.

Powtórzę: Akademia nie jest ani szkołą integracyjną, ani specjalną. Jesteśmy szkołą ogólnodostępną, do której przyjmowane są dzieci o różnych potrzebach. Decyzję o przyjęciu dziecka podejmuje grono pedagogów, udzielając sobie najpierw odpowiedzi na pytanie – po dniach próbnych i otrzymaniu informacji od rodziców –  “czy jesteśmy w stanie sprostać potrzebom tego dziecka?”

Potrzeby każdego z dzieci są różnorodne – może to być zarówno możliwość przejścia się po sali częściej niż co 45 min., jak i szybsze niż rówieśników tempo pracy nad materiałem, czy wsparcie dorosłego w uczeniu się. Czasem chodzi tylko o to, żeby nie było dzwonka. Albo żeby można było zjeść śniadanie w sali. Przyjmujemy osoby niepełnosprawne nie mając sztywno określonych proporcji pomiędzy osobami z orzeczeniami i bez. Traktujemy potrzeby wszystkich dzieci tak samo i staramy się jednocześnie zapewnić indywidualny rozwój każdej jednostki oraz nauczyć ją funkcjonowania w grupie społecznej.

Nie uczymy dzieci integracji, ponieważ są w niej zanurzone przez cały czas pobytu z nami. Nie posiadamy zresztą specjalnie wyznaczonych grup integracyjnych: po prostu w każdej grupie są bardzo różne dzieci. Istnieje tylko jedna  grupa, gdzie wszyscy uczniowie mają orzeczenia, a i ta grupa jest daleka od bycia zamkniętą w tylko swoim świecie.  

Nie mówimy o tym, że ktoś jest “inny”, bo wychodzimy z założenia, że każdy z nas jest inny. Będąc w grupach dzieci uczą się tej “inności” od siebie nawzajem, w codziennych dobrych i trudnych zdarzeniach. Rolą nauczycieli jest wskazywanie im sposobów na zaakceptowanie czasem trudnej inności i okazywanie szacunku dzieciom z grupy i szkoły; nie można bowiem żądać poszanowania swoich potrzeb, jeśli w pierwszej kolejności nie szanuje się potrzeb innych.

Nie wiem, jakie materiały znajdą się w programie. Ale odpowiedzi dzieci były cudownie wskazujące na to, że udało nam się nauczyć je nieoceniania kolegów pod kątem tego, czy są pełno- czy niepełnosprawni: zapytany o to, w jaki sposób jego (jeżdżący na wózku inwalidzkim) kolega z grupy jest inny, uczeń ADE odpowiedział: “bo jest grzeczniejszy”.

-------------------------------

Polecamy także