Od czasu do czasu dyrektor Jacek Staniszewski pisze o różnych rzeczach związanych z prowadzaniem Akademii Dobrej Edukacji na Górczewskiej 13.

W zasadzie nie powinniśmy się nad tym zastanawiać. W Akademii nie ma ocen. Nie grozi żadnemu uczniowi dwójka czy jedynka. Inna sprawa, że dziecko nie przyjdzie do domu chwaląc się piątką (o tym napiszemy kiedy indziej). Dziś o tym, w jaki sposób przekazujemy informację o niepowodzeniu ucznia. Będąc zwolennikami szkół bez stopni (polecamy ruch “Dziecko bez stopni”) i śledząc, co pisze się na ten temat za granicą dużo wysiłku poświęcamy temu, by uczeń i jego rodzic dowiedział się od nas “jak mu idzie”. W tym wpisie chcemy zająć się sytuacją, kiedy właśnie „nie idzie”.

Bat

Istnieje przekonanie, że bez złej oceny nie można ucznia zmusić do pracy. “Nie wszystko w szkole jest ciekawe, są rzeczy, które wiedzieć trzeba i jedynym batem jest groźba dwójki”. To może niedokładny cytat, ale znamy wiele osób, które mogłyby się pod tym podpisać.

Etykieta

W szkole materiał często się zalicza. Po “przerobieniu” części materiału nauczyciel podsumowuje stan wiedzy ucznia i ten otrzymuje ocenę. Tym samym jakiś fragment materiału u danego ucznia otrzymuje etykietę. Jeśli jest to ocena negatywna wszyscy mają dowód na to, że uczeń jest słaby “z czegoś”. Zbiór ocen-etykiet jest wygodny, gdyż daje jedną wielką etykietę na koniec semestru czy roku szkolnego. W efekcie każdy uczeń zostaje zaszufladkowany na jednym z sześciu poziomów (“trójkowy”, “piątkowy”, itp.).

Dyby

Czasami uczeń otrzymuje ocenę negatywną, która nie ma nic wspólnego z tym, czy coś umie, czy nie. Jest to po prostu rodzaj kary. Na przykład za zachowanie.

A co się dzieje u nas kiedy coś idzie nie tak? Przede wszystkim musimy uświadomić sobie i uczniowi, jakie jest źródło porażki. Może to być jego niestaranność lub niewystarczająca ilość czasu, jaką poświęcił na przygotowanie się (leniwiec). Może to też być źle podjęta decyzja – chciał dobrze, ale coś poszło nie tak (samodzielny poszukiwacz).

W przypadku leniwca chcemy, by uczniowi było zwyczajnie głupio przed samym sobą, a nie przed rodzicami i nauczycielem.

W drugiej sytuacji (samodzielny poszukiwacz) zależy nam na tym, by nieprawidłowe rozumowanie, na przykład niedziałający kod programowania napisany przez ucznia, nie został przez niego odebrany jako porażka, ale jako sukces.

Znamy tę scenę z “Wojny domowej”, kiedy grany przez Bogusława Kobielę instruktor narciarski powtarza do znudzenia “jak się nie przewrócisz, to się nie nauczysz”. Wyobraźmy sobie co by było, gdyby za każdy upadek dawać przyszłemu narciarzowi jedynkę. To “przewracanie się” nie jest żadną porażką, tylko mniej lub bardziej wyboistą drogą do sukcesu.

Dziecko starsze czy młodsze świetnie rozumie, że sukces to nauczenie się czegoś trudnego. Proszę mu tylko wręczyć zbyt łatwą grę, w której sukces nie jest dla niego problemem. Bardzo szybko ją porzuci szukając trudniejszego wyzwania i będzie zmagać się z kolejnymi “levelami”, zdając sobie sprawę, że popełniony błąd uczy go, jaką drogę w przyszłości obrać.

W Akademii nie ma ocen, bo nie chcemy, by nasz uczeń pomyślał o sobie, że jest z czegoś beznadziejny czy dwójkowy. Ma wiedzieć nad czym powinien więcej pracować oraz uczyć się na błędach (niezależnie od tego, jak banalnie to brzmi).

PS. Niestety w szkole podstawowej, od czwartej też musimy postawić uczniom klasyczne, cyfrowe oceny. Wystawimy je razem z uczniami trzymając kciuki, by jak najszybciej ustawodawca zmienił prawo i pozwolił nam takich ocen nie stawiać.